10.10.2014

One Shot




Czas akcji: Bliżej nieokreślony weekend.
Miejsce akcji: Dom Justina.

Wyszłam po cichu z łóżka, aby nie obudzić Justina, bo wczoraj grał do późna na konsoli i teraz spał jak zabity. Ułożyłam na ciele koszulkę, która mi się podciągnęła do góry podczas spania i na boso przeszłam przez sypialnie. Otwarłam drzwi i uważając aby nie skrzypnęły zamknęłam je za sobą. Po cichutku, małymi kroczkami zeszłam schodami na dół i udałam się do kuchni.
Poczułam burczenie brzucha, więc zerknęłam do lodówki, w której nic nie było oprócz dwóch serków homogenizowanych. No cóż, będę musiała jakoś to przełknąć.

31.07.2014

Rozdział 56



*ważna notka pod rozdziałem*

Przestań się martwić.

Matury minęły w mgnieniu oka. Zanim się nie obejrzałam już było po wszystkim i miałam wakacje. No i jak Justin obiecał, dziś nastał dzień, w którym wyjeżdżaliśmy nad morze.
Leżałam w łóżku i czekałam aż chłopak się obudzi. Nie wiem czy się cieszyłam czy nie. Z jednej strony tak. Zmienimy trochę otoczenie, wypoczniemy po ostatnich bardzo ciężkich i zapracowanych miesiącach, ale z drugiej strony miałam obawy przed tym wyjazdem. Najbardziej niepokoiło mnie to, że zapowiadali piękną i słoneczną pogodę. A to oznacza jedno: nie uda mi się uciec przed pokazaniem nóg.
Może dla kogoś to nie jest problem, ale dla mnie jest to jedna z najbardziej stresujących rzeczy jaką kiedykolwiek musiałam zrobić. Justin tego nie zrozumie. On nie jest dziewczyną. Dla niego niektóre blizny to powód do chwalenia się, że jest taki „twardy”, że tyle przeszedł… Dla mnie moje blizny są tylko upokorzeniem i marzę o pięknych nienagannych nogach, które mogłabym z dumą wszystkim pokazywać.
- Cześć kochanie. – mruknął zaspanym głosem Justin zerkając na mnie jednym okiem, ponieważ drugie miał nadal zamknięte.